Fot. Cracovia / Kacper Mróz
Cracovia zremisowała 2:2 z Lechem Poznań w ramach 18. kolejki Ekstraklasy. Podopieczni Luki Elsnera zamknęli 2025 rok dwoma remisami – kilka dni temu podzielili się punktami z Wisłą Płock na wyjeździe, dziś nie dali rady Lechowi Poznań, który przez ponad 50 minut grał w osłabieniu…
I właśnie to był punkt zwrotny w meczu, czyli druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Pablo Rodrigueza, który w głupi sposób wyleciał z boiska, osłabiając swój zespół. Pierwsi trafili gracze Lecha (jeszcze przy grze 11 na 11), do siatki z rzutu karnego trafił Mikael Ishak, który celebrował swoje 10. bramkę w tym sezonie Ekstraklasy.
Cracovia po niezłym początku straciła impet, a zdobyty gol przez zespół mistrza Polski podciął jej skrzydła – w kolejnych minutach „Pasy” były bierne, wycofane i pozwalały na zdecydowanie zbyt wiele gościom. Czerwona kartka, którą obejrzał Rodriguez sprawiła, że Cracovia zyskała tlenu i ruszyła do ataku. Po kilku próbach udało się strzelić i wyrównać – gola na 1:1 zdobył grający dziś na bardzo wysokim poziomie Mikkel Maigaard.
– Czasem trzeba wykazać się większą mądrością, uniknąć pewnych sytuacji. Z drugiej strony wiem, że na boisku się dużo dzieje i to są emocje. To kwestia radzenia sobie z tymi emocjami – mówił dyplomatycznie Niels Frederiksen na pomeczowej konferencji, pytany o czerwoną kartkę dla Rodrigueza.
W drugiej połowie zabrakło ognia
I mam wrażenie, że Cracovia powinna w drugiej części kontynuować to, co pokazała przed przerwą – grać z pasją, wolą walki i za wszelką cenę walczyć o zwycięstwo. Co prawda pięknym trafieniem popisał się Mateusz Praszelik, który ponownie wszedł z ławki i dał impuls – przed dwoma tygodniami pojawił się na boisku po przerwie, dał gola, ale wówczas Cracovia nie zanotowała punktów – mowa o spotkaniu z Motorem Lublin (1:2).
To, co jednak mogło kibiców Cracovii zdenerwować, to fakt, że błyskawicznie Cracovia to prowadzenie straciła. Nie minęły dwie minuty, kiedy gracze „Kolejorza” wyrównali. Mowa o bramce Aliego Gholizadeha na 2:2, która zakończyła strzelanie.
– Mam mieszane uczucia. Jestem dumny i zadowolony z tego, jak graliśmy w pierwszej połowie, ale z drugiej strony wściekły na to, jak straciliśmy drugą bramkę. To był moment krytyczny – przyznał z kolei Luka Elsner po meczu.
Czy to spotkanie mogła Cracovia wygrać? Z pewnością. Zabrakło podobnego mocy i pasji na początku drugiej części, którą obejrzeliśmy pod koniec pierwszej połowy, a także zespół gospodarzy powinien zagrać z większą odpowiedzialnością i koncentracją po strzeleniu bramki na 2:1.
Wynik – patrząc szerzej na końcówkę jesieni – i tak jest przyzwoity. Po głośnej deklaracji Mateusza Dróżdża, że dojdzie do podsumowania i w przypadku złych wyników mogą zostać podjęte trudne decyzje, to „Pasy” wygrały raz i dwukrotnie zremisowały. Nie ma więc pożaru i jest przyzwoita lokata przed rundą wiosenną, którą Cracovia zacznie wyjazdowym meczem z Bruk-Bet Termaliką.
Aktualnie w tabeli jest na 4. miejscu i ma 27 punktów na koncie, do liderującego Górnika Zabrze zespół ze stolicy Małopolski traci 3 oczka.