Fot. Górnik Zabrze
Tej zimy doszło w Ekstraklasie do wielu ciekawych powrotów. Do polskiej ligi wrócili Paweł Dawidowicz, Karol Angielski, Paweł Bochniewicz czy Damian Rasak. Rozbrat tego ostatniego co prawda trwał tylko 12 miesięcy, które Rasak spędził na Węgrzech. Porozmawialiśmy z byłym piłkarzem Górnika Zabrze o jego powrocie do Polski, przygodzie w Ujpeście i zbliżającym się meczu z Górnikiem Zabrze, który elektryzuje całą społeczność na Górnym Śląsku. Zapraszamy!
Piotr Rzepecki: Jakie pierwsze wrażenia po transferze?
Damian Rasak: Mogę wypowiedź się tylko i wyłącznie w superlatywach o szatni, nowych kolegach, drużynie. Super zostałem przyjęty przez chłopaków. Z niektórymi to nie było pierwsze spotkanie, jak z Mateuszem Wdowiakiem czy Sebastianem Milewskim, z wieloma też miałem okazję grać na boiskach Ekstraklasy. Nie miałem żadnych problemów z wejściem do zespołu. GKS Katowice ma bardzo klimatyczną, polską szatnię, choć mamy kilku jakościowych obcokrajowców.
Jesteś w stanie jakoś porównać szatnie GieKSy z tą w Górniku Zabrze?
Szatnia w Górniku też była fantastyczna, poznałem tam nie dość, że świetnych zawodników, to kapitalnych ludzi. Z niektórymi wciąż mamy kontakt. Pewnie jakieś zmiany są pomiędzy tą w Zabrzu a tą w Katowicach, ale to co je łączy – to rodzinna atmosfera i bardzo pomocni ludzie.
Z jakimkolwiek problemem się nie spotkałem w Zabrzu, to były osoby skore do pomocy. Cenię sobie ten czas w Górniku i kiedy wspominam tamte lata, to zawsze mam uśmiech na ustach.
Wiem, że twoje przenosiny do GKS Katowice trwały błyskawicznie, ale jak realnie wyglądała twoja sytuacja zimą i ile klubów było zainteresowanych twoją osobą? W mediach padła nazwa Korony Kielce.
Ja o takim zainteresowaniu nie słyszałem. Z Korony nie kontaktował się ze mną nikt, ani też z moim menadżerem. Na początku stycznia usłyszałem, że sporo klubów Ekstraklasy jest mną zainteresowanych, m.in. Cracovia czy Wisła Płock. Był jeszcze jeden klub w grze.
Wtedy mój menadżer kontaktował się z Ujpestem w sprawie mojej sytuacji, to usłyszeliśmy od klubu, że jestem zbyt ważnym zawodnikiem i tematu odejścia w tym okienku na pewno nie będzie. Więc wiele klubów zrezygnowało ze starania o mnie. Ale jak to w piłce bywa – sytuacja jest bardzo dynamiczna i w trzy tygodnie bardzo się zmieniło. I mimo, że pierwszy mecz rundy wiosennej na Węgrzech zagrałem, to w dwóch kolejnych nie podniosłem się z ławki. Podjęliśmy rozmowy i zadecydowaliśmy wspólnie z Ujpestem i moim menadżerem, że najlepiej będzie jak znajdziemy nowy klub.
GKS Katowice był bardzo zdeterminowany, przedstawiono plan na mnie. Miałem okazję rozmowy z dyrektorem sportowy i trenerem Rafałem Górakiem. Starania GieKSy, bardzo ciekawy projekt w Katowicach – to wszystko mnie przekonało.
Masz jakieś wspomnienia z meczów przeciwko GKS Katowice?
Doskonale pamiętam mecze czy to w Zabrzu, czy też w Katowicach. Na stadionie Górnika była kapitalna atmosfera, kiedy jesienią w tamtym sezonie wygraliśmy wysoko, ale wspominam też mecz, kiedy jeszcze GieKSa była w pierwszej lidze. Graliśmy Puchar Polski, na starym stadionie. Bardzo dobrze wspominam tamte mecze.
Teraz zbliża się wielkimi krokami mecz z Górnikiem Zabrze. Mimo wielkiego sentymentu, który mam do Górnika, to wiem, że na boisku tego nie będzie. Po meczu tak, ale chciałbym w tym spotkaniu zagrać i pokazać się przeciwko byłym kolegom.
Po meczu z Górnikiem gracie ćwierćfinał Pucharu Polski z Widzewem Łódź. Już w szatni pojawią się głosy, że zostało tylko kilka kroków do Narodowego?
Nie rozmawialiśmy o daleko idących celach. Z rozmowy z dyrektorem sportowym widać, że klub się rozwijać. Widać, jaki progres poczyniono. Oczywiście, chcemy namieszać w Pucharze Polski. To już jest ćwierćfinał i oczywiście każdy będzie podchodził do tego spotkania z Widzewem na poważnie. To już jest ten moment, że trzeba marzyć. To będzie bardzo ważne spotkanie nie tylko dla nas – zawodników, ale całej społeczności wokół GieKSy.

Gdybyś mógł się cofnąć o rok, to podjąłbyś taką samą decyzję w sprawie transferu na Węgry?
Jestem taką osobą, która nie lubi gdybać, żałować. Uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i myślę, że ta moja roczna przygoda na Węgrzech była po coś. Nie żałuję. Wszystko zrobiłbym tak samo.
Może troszkę inaczej wyobrażałem sobie przygodę na Węgrzech. Życiowo, piłkarsko wielu rzeczy się jednak nauczyłem. Grałem tam regularnie, praktycznie wystąpiłem we wszystkich możliwych spotkaniach.
Jak porównałbyś ligę polską do węgierskiej?
Mają kilka podobieństw, ale zważywszy na fakt, jak Ekstraklasa się rozwinęła na przestrzeni dwóch ostatnich lat, to różnice są spore. Wielu bardzo jakościowych zawodników trafia do Polski, mamy też sporo powrotów do ligi.
Uważam, że polska liga jest bardziej jakościowa, ale przyznam szczerze, że na Węgrzech nie było łatwo. Nie spodziewałem się, że wejście do ligi może być takie trudne. To bardzo fizyczna liga, bardzo kontaktowa. Zespoły często pressują jeden na jeden, grają wysoko, nie pozostawiają wiele miejsca.
Myślę, że pewnym wyznacznikiem w lidze węgierskiej jest Ferencvaros, który wydaje największe pieniądze i jest w tej lidze hegemonem. Na Węgrzech każdy dąży do tego, żeby być taki jak Ferencvaros, jednym z takich zespołów jest Ujpest, który również sprowadzał ciekawych piłkarzy, ale na samym końcu nie funkcjonowało to na dobrym poziomie pod kątem wyników.
Jakie Damian Rasak stawia sobie cele w GKS Katowicach?
Jest jedna rzecz, na którą najbardziej zwracam uwagę – regularna gra. Potem oczywiście można myśleć o bramkach, asystach. Ale przede wszystkim chcę regularnie grać i prezentować poziom, do jakiego przyzwyczaiłem przed wyjazdem na Węgry. Jestem jeszcze w takim wieku, że wciąż mogę się rozwijać i być coraz lepszym.
Chcę oczywiście też pomagać klubowi, który mi zaufał i mnie pozyskał. Uważam, że mamy świetny zespół, bardzo dobrze poukładany. Jestem przekonany, że możemy razem zajść wysoko.