Fot: Jakub Ziemianin / Raków Częstochowa
Nie tak kibice Rakowa Częstochowa wyobrażali sobie krajobraz po wicemistrzostwie. Raków w poniedziałek przegrał ligowy mecz z Górnikiem Zabrze 0:1. Podopieczni Marka Papszuna mają na koncie już cztery porażki w ledwie sześciu meczach. Czy trener „Medalików” powinien martwić się o swoją posadę?
Pewne jest jedno – niewielu trenerów w Polsce może mówić o prawdziwej stabilności czy dużym komforcie pracy. Procedura niemal zawsze w większości klubów jest taka sama. Klub wpada w dołek, trener mówi o kryzysie, z którego trzeba wyjść. Zazwyczaj później otrzymuje ultimatum, a po kilku meczach cierpliwość włodarzom się kończy.
Inaczej jest w Częstochowie, gdzie za wyniki silnego Rakowa odpowiedzialny jest w dużej mierze Papszun, który lata temu otrzymał zaufanie od Michała Świerczewskiego, by zbudował zespół na miarę mistrzostwa i europejskich pucharów. Trochę to zajęło, ale Raków rok rocznie czynił progres, aż w 2023 roku sięgnął po premierowe mistrzostwo Polski. Za rocznej kadencji Dawida Szwargi było nawet bardzo blisko Ligi Mistrzów, ale finalnie trzeba było się zadowolić grą na poziomie Ligi Europy. Same rozgrywki 2023/24 zakończyły się jednak rozczarowaniem, bo Raków w 1/4 finału odpadł w Pucharze Polski, a ligę zakończył dopiero na 7. miejscu.
Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że Papszun w swojej drugiej kadencji to poukładał. Wrócił do klubu latem 2024 roku i od razu wywalczył wicemistrzostwo, choć warto dodać, że do końca jego Raków rywalizował z Lechem o tytuł. Ostatecznie na finiszu zabrakło pary i trzeba było się zadowolić drugim miejscem.
Początek tego sezonu zapowiadał się nieźle. Raków szedł niemalże jak burza w eliminacjach Ligi Konferencji, zgarniając imponujące 1,250 pkt rankingowych UEFA, a więc osiągając skuteczność punktowania na poziomie 83% – identyczny dorobek zgarnęła Jagiellonia Białystok.
Do tego też udało się Rakowowi wygrać z GKS-em Katowice (1:0) czy Bruk-Betem (3:2) i na tym lista zwycięstw w lidze się kończy. W tym sezonie Raków przegrywał z Wisłą Płock, Radomiakiem Radom, Pogonią Szczecin czy Górnikiem Zabrze. Ledwie 6 punktów po 6 meczach – tak źle nie było od… sześciu lat, czyli sezonu 2019/20, kiedy to Raków był beniaminkiem. Wówczas także ligę rozpoczął od dwóch wygranych i czterech porażek, ostatecznie finiszując na 10. miejscu w fazie zasadniczej, później wywalczając spokojne utrzymanie.
Futbol na „nie”
Bez dwóch zdań tamta kadra a obecna naszpikowana gwiazdami, to dwa różne światy. I szkoleniowiec dysponujący takim potencjałem wręcz ma obowiązek osiągać lepsze wyniki. I nie można bronić Raków, że próbuje, a mu nie wychodzi. Że brakuje szczęścia, kuleje finalizacja czy sędziowie są przeciwko niemu. Nie. Chodzi o brak tworzenia okazji z uwagi na archaiczne granie. Spotkanie z Górnikiem to wyeksponowało, wystarczy chociażby zerknąć na statystyki z pierwszej połowy – Górnik Zabrze oddał 11 strzałów na bramkę Kacpra Trelowskiego. A Raków? Jedno, niecelne uderzenie. Strzał z przewrotki Marko Bulata po dograniu Frana Tudora.
Co prawda gra Rakowa wyglądała niewiele lepiej po przerwie, przynajmniej było więcej strzałów, ale znów – nie był to futbol, który zaskakiwał. Górnik rewelacyjnie się bronił, nie dawał przestrzeni gospodarzom na kreację. Okazuje się, że dzisiejszy Raków łatwo rozczytać i zneutralizować. Pomysł na piłkę jest oparty na wrzutkach (w zasadzie z dowolnego sektora), a adresatem jest najczęściej Jonatan Braut Brunes.
I tyle. Zero zaskoczenia, finezji, polotuu.
Stąd pytanie brzmi następująco – czy formuła się wyczerpała? Czy Papszun ma pomysł na Raków, by ten grał skutecznie (jak dawniej)? Prawda jest taka, że za czasów Papszuna zespół z Częstochowy nigdy nie grał piłki atrakcyjnej, otwartej, natomiast zawsze szkoleniowca broniły wyniki. Teraz jest inaczej – nie ma ani stylu, ani rezultatów.
Najgorsze są perspektywy, ponieważ teraz Raków wpada w wir trudnych meczów. Wystarczy tylko zerknąć na terminarz…

W przestrzeni medialnej pojawiają się głosy, że po ewentualnej porażce z Legią szkoleniowiec Rakowa może posadę stracić. Wydaje się, że to jednak zbyt odważne spekulacje, bo pozycję Papszun ma w klubie bardzo mocną, ale przede wszystkim żaden trener z zewnątrz nie jest w stanie wgryźć się w tę filozofię gry, którą zaproponował lata temu Papszun i którą podąża konsekwentnie Raków.
Opcji z pewnością jest kilka – mógłby w buty Papszuna wejść jego asystent, Dawid Kroczek, który przecież ma w CV pracę jako samodzielny szkoleniowiec w Cracovii, która grała bardzo podobnie. Na rynku jest też kilku innych kandydatów, jak Aleksandar Vuković czy… Goncalo Feio.
Więcej argumentów jest jednak za tym, by to Papszun dalej prowadził Raków i wyszedł z kryzysu.