Fot. Cracovia
– Uważam trenera za profesjonalistę. Diagnozy, które dokonuje są dobre, ale wszystkich nas rozliczają z wyników. Jeśli mamy się rozliczać, to zostanie to dokonane po meczu z Lechem Poznań – mówi w rozmowie z portalem 365 DNI O PIŁCE Prezes Cracovii, Mateusz Dróżdż. Zapytaliśmy o ostatnią słabszą dyspozycję, zmiany w klubie, plany na okno transferowe. Zapraszamy na rozmowę z szefem „Pasów”.
Piotr Rzepecki: Nie rozpieszczacie swoich kibiców. W ostatnich pięciu meczach zanotowaliście cztery porażki i jeden remis. Można już używać terminu „kryzys”?
Mateusz Dróżdż (Prezes Cracovii): Pytanie co nazywamy kryzysem? Z mojej strony jest to coś pomiędzy kryzysem a słabszym momentem, ale też wymaga to zdecydowanej reakcji. Wiemy, że wyniki są poniżej oczekiwań, dlatego teraz wszyscy jesteśmy zdeterminowani, żeby się poprawiły, bo można powiedzieć, że historia się powtarza. Pracujemy, by ten słabszy moment zażegnać.
W poprzednim sezonie na tym etapie rozgrywek Cracovia miała o 7 punktów więcej, zajmowała 4. miejsce. Czy są takie myśli, że nie dość, że nie ma progresu punktowego, to jeszcze zrobiliście krok w tył?
Przychodzi taka myśl, że mamy powtórkę z nowym trenerem i być może nie popełniliśmy błędu co do trenera, tylko problemem są decyzje podjęte przez zarząd czy już same kwestie zawodnicze.
O ile sytuacja jest teraz podobna sportowo, co w tamtym sezonie, to jednak mam wrażenie, że inaczej nią zarządzamy. Inne jest podejście samego trenera do tego, co się dzieje. Musimy wyciągnąć wnioski z tego momentu, zwłaszcza, że coś się powtarza drugi raz.
Pojawiają się takie głosy, że tym bardziej nie zrobiliście kroku do przodu, jeśli zestawimy sobie kadrę z tego i poprzedniego sezonu. Obecnie macie dużo mocniejszy skład.
W piłce musisz stworzyć zespół, nie indywidualności. Możesz ściągnąć klasowych zawodników, ale nie mieć zespołu. To co jest równomierne z tym, co było rok temu, to prawda jest taka, że jeśli Filip Stojilkovic nie strzela, to jest problem. W poprzednim sezonie identyczna sytuacja była z Benjaminem Kallmanem.
Analizujemy wszystko pod względem sportowym. Dostaję raporty od trenera, działu analiz, jedną analizę także zlecam komuś z zewnątrz, by mieć także inny pogląd sytuacji. Wszystkie te analizy mówią o przyczynie słabszych wyników.
Czyli problem ze skutecznością napastnika.
To nie jest żadna tajemnica, że jeśli chodzi o grę w defensywie, to jesteśmy w czubie ligi. Oczywiście dochodzą błędy indywidualne, ale jeśli chodzi o bronienie, to wypadamy naprawdę dobrze.
Największą bolączką jest gra w trzeciej tercji. Tego problemu nie mieliśmy na początku sezonu.
Trener Luka Elsner w poszukiwaniu przyczyny kryzysu również wskazuje głównie na brak skuteczności Stojilkovica?
Nie tylko. Główna przyczyna to słabsze wyniki całej drużyny. Rozmawiamy dużo i często. Jedną z przyczyn jest problem z tworzeniem sytuacji, kiedy rywal się cofa i nie jesteśmy w stanie zagrozić w ataku pozycyjnym. Nawet Motor Lublin, który był – szczerze przyznaję – zespołem lepszym, oddał ledwie trzy strzały i zdobył dwie bramki. My nie kreowaliśmy, trudno w takiej sytuacji myśleć o zwycięstwie.
To co jednak jest pocieszające, to wiemy gdzie leży przyczyna tych problemów. I będziemy się starać jak najszybciej te elementy poprawić.
A nie ma pan takiego wrażenia, że na początku sezonu było dobrze, ale nie aż tak, jak się o was mówiło? Wspomniał pan o skuteczności Motoru, ja mam w głowie wasze spotkanie z Legią, kiedy oddaliście dwa strzały i zdobyliście dwie bramki.
To prawda. Raporty, które dostawałem po pierwszych kolejkach wyraźnie wskazywały, że nasze wyniki były ponad stan. I były takie sygnały, że ofensywa jest oparta głównie o jednego zawodnika.
Nie jest tak, że nie mamy jakości z przodu, bo ona jest. Liczby już wcześniej pokazywały, że utrzymanie tendencji z początku sezonu będzie sporym wyzwaniem,
Czy jest pan w stanie powiedzieć, że trener Elsner otrzymał jakieś ultimatum?
Uważam trenera za profesjonalistę. Diagnozy, które dokonuje są dobre, ale wszystkich nas rozliczają z wyników. Jeśli mamy się rozliczać – nie chodzi tutaj tylko o trenera Elsnera czy o sztab – to zostanie to dokonane po meczu z Lechem Poznań. Na pewno nie wcześniej. To nie tylko problem trenera Elsnera, ale całej drużyny.
W chwili obecnej wszyscy musimy się skoncentrować na tym, żeby z tej sytuacji wyjść. Zawodnicy mają nasze pełne zaufanie, ale jeśli powtórzy się taki mecz jak w Radomiu czy w Częstochowie (obie porażki 0:3 – red.), to moja reakcja będzie stanowcza. Zawodnicy otrzymali zaufanie od klubu i muszą udowodnić, że na nie zasługują.

W rozmowie z Canal+ Sport powiedział pan, że po spotkaniu z Rakowem w Pucharze Polski dostrzegł pan, że nie macie dwóch równorzędnych jedenastek. Czy to jasny sygnał, że tej zimy ruszycie mocno na zakupy?
Myślimy nad tym. Przeprowadzamy rozmowy z kandydatami do gry, mamy pozycje o które chcemy zadbać. Chcemy też transfery przeprowadzić możliwie jak najszybciej, by uniknąć sytuacji, że ktoś dołączy do nas po obozie przygotowawczym.
Pamiętajmy też chociażby o tym, że na przykład Ajdin Hasić nie jest po jednej kontuzji, ale po dwóch. Po sparingu przed sezonem złamał żebra i cudem udało się go doprowadzić tak szybko do zdrowia. Mamy też problem, bo przedłuża się kontuzja Gabriela Charpentiera, który miał być rywalem dla Stojilkovica.
O jakiej skali zmian w kontekście zimy mówimy?
Nie chciałbym robić zbyt dużo transferów. Oczywiście, wzmocnienia będą zależne od liczby odejść. Przed nami jeszcze tej jesieni trzy mecze i wiele się może zmienić, także jeśli chodzi o nasze plany na zimowe okienko transferowe. Trwa analiza indywidualna i planowanie ruchów zimowych.
Jak się zmieniła Cracovia, od kiedy większościowym udziałowcem został Robert Płatek?
Nie mówimy o jakiś kolosalnych zmianach. W chwili obecnej – co powoduje olbrzymią ilość pracy z naszej strony – jesteśmy w procesie wydzielania Cracovii z grupy kapitałowej Comarch. To jest tak naprawdę przeniesienie 20 lat na serwery, na finanse, na księgowość całkowicie niezależną od Comarchu. Ten „rozwód” jest dosyć bolesny, jeśli chodzi o czas. Przyznaję, że o czasie wolnym nie ma w tej chwili mowy.
Musimy na przykład przejąć archiwum z trzema i pół tysiącami segregatorów, jesteśmy także odpowiedzialni za stworzenie działu księgowości od A do Z. Jest także sporo kadrowych spraw.
Podjęliśmy też taką decyzję, że chcemy wszystko rozliczyć w tym roku bilansowym, a więc zająć się środkami trwałymi, amortyzacją, odpisami należności. W związku z czym to jest wielki proces, który raczej nie pozwoli nam na zakończenie roku z zyskiem finansowym. Z właścicielem większościowym ustaliliśmy pewne zmiany, między innymi dotyczy one zmian na stanowiskach dyrektorskich, wprowadzimy nową strukturę w zakresie działów.
Czyli mówimy o momencie przełomowym?
Z mojej perspektywy tak. Może to zabrzmi śmiesznie, ale nie są to proste rzeczy. Same kwestie rozliczenia mocno angażują. Pamiętajmy, że dotąd wszystko było w grupie Comarch. Powstała niedawno fundacja, również jest z nią sporo pracy. Wydzielamy hokej. Te ostatnie trzy miesiące są bardzo przełomowe, można nawet powiedzieć, że także pod kątem historycznym.
Kiedy spółkę przygotujemy do działalności zerojedynkowej, to wtedy akcjonariusz większościowy będzie mógł wprost, oprócz struktury, którą z nim ustaliłem, wprowadzać pomysły, które uważa za słuszne i racjonalne dla rozwoju Cracovii.
W jednym z wywiadów wspomniał pan, że celem Cracovii jest to, by klub był samowystarczalny.
Chcemy by tak było. W tym roku nam się to uda. Prawdopodobnie wynik finansowy będzie ujemny, ale pierwszy raz od X lat wytrzymaliśmy rok bez żadnego wsparcia i pożyczek z zewnątrz. Naszym celem na przyszły rok jest to, by ta sytuacja się powtórzyła i utrzymana została płynność finansowa.
Zmieniło się coś w sprawie Centrum Treningowym w Rącznej?
Kilka dni temu zostały cztery decyzje cofnięte, jedną przegraliśmy za 2020 rok. Przyznam szczerze, że jako prawnik czytam tę sprawę z dużym zainteresowaniem, bo nie chodzi tylko o Cracovię. Chodzi w ogóle o akademie w Polsce i kwestie interpretacji podatku od nieruchomości.
Jeśli na przykład zostanie uznane, że przy prowadzeniu akademii bierzesz składki od rodziców, i jest to działalność komercyjna, to nie tylko Cracovia może mieć problem, ale i inne kluby w Polsce. Jeśli organ uzna, że masz w PKD wpisaną działalność komercyjną, prowadzisz akademię, uznaje to za komercję, to myślę, że nie tylko Cracovia będzie miała problem. To może dotyczyć nie tylko nas, ale innych dużych akademii w Polsce.
Co można ulepszyć w zakresie funkcjonowania Akademii? Mówił pan o tym, że dostrzega rezerwy, na przykład zestawiając Akademię Cracovii i Zagłębia, którego był pan przed laty prezesem?
Ja widzę wyzwania w Akademii. Byłem ostatnio na meczu u-15, patrzyłem na rozwój chłopców i widzę, jakie cele i wymagania są przed nami. Dwa zespoły spadły z CLJ, co jest dla nas dużym problemem.
Nastąpiły zmiany w skautingu, jest nowy dyrektor Akademii, Patryk Kajderowicz. Potrzebny jest pewien proces, by wszystko uporządkować.
Pamiętajmy, że jeszcze dwa lata temu budżet naszej Akademii był jednym z najmniejszych wśród klubów Ekstraklasy. My go zwiększyliśmy czterokrotnie. Nie można też zapomnieć o głównym celu, bo nie tylko ja, ale wszyscy chcemy, by każdy zespół grał w CLJ, ale najważniejsze jest dostarczanie zawodników do pierwszej drużyny.
Jaki to może być okres czasu, by funkcjonowanie Akademii dorównało do infrastrukturalnych możliwości, które są przecież ogromne?
Pierwsze efekty powinny być widoczne w zespołach u-15 i u-17. Głównymi wizytówkami będą jednak te najmłodsze drużyny. Zdaję sobie jednak sprawę, że do wykonania jeszcze bardzo dużo pracy.
Myśli pan, że frekwencja podczas dnia meczowego na poziomie 13 tysięcy jest do utrzymania?
Teraz nam trochę spadła, ale cieszymy, że taka frekwencja jest. To kosztuje bardzo pracy, która może nie jest do końca widoczna, ale mówimy o zwiększeniu reklam, zwiększeniu ekspozycji. Jesteśmy zadowoleni z tego, ale oczywiście chcemy by była lepsza. Pamiętajmy jednak, że największy wpływ na budowanie frekwencji mają wyniki sportowe. A ostatnio nie rozpieszczamy swoich kibiców.
Generalnie jednak chciałbym doprowadzić do sytuacji, kiedy zainteresowanie będzie ogromne, a nasz stadion okaże się zbyt mały.
To jest realne w najbliższej przyszłości, by zainteresowanie popchnęło was do rozbudowy jednej z trybun?
Musi być przede wszystkim sukces sportowy. Jeśli sukcesu nie będzie, to stadionu nie powiększymy. W tym roku założyliśmy sobie, by frekwencja podczas meczów domowych była na poziomie 12 tysięcy.
To i tak jest jeden z lepszych wyników w Ekstraklasie pod kątem wypełnienia.
Zgadza się. Musimy teraz zrobić wszystko, by – nazwijmy to – „produkt” stał się luksusowy.
Niedawno ogłosiliście, że szukacie sponsora tytularnego stadionu.
Prowadziliśmy rozmowy. Na chwilę obecną są wstrzymane z uwagi na to, że podmiot, z którym rozmawialiśmy, prowadzi też rozmowy z innym stadionem. Czekamy na rozstrzygnięcia. Nie powiem, że jest blisko, bo tak nie jest. Trzeba pamiętać, że to są dosyć duże środki.
Były dwa podmioty – jeden z którym rozmawiamy i czekamy na rozstrzygnięcia. Drugi z kolei był z branży, z której nie otrzymalibyśmy zgody w zakresie możliwości nazewnictwa stadionu. Chodzi o kasyno, więc z uwagi na kwestie prawne nie mógłby to być sponsor tytularny naszego stadionu.
Trzymając się tematu stadionu, chciałbym pomówić o najpopularniejszej w Krakowie Żabce. Doszło do to pana?
Tak, słyszałem. Jest to część komercyjna stadionu, na której klub musi zarabiać. Ten obrazek, który pojawił się w mediach, to był tylko projekt. Dla nas to bardzo dobry interes komercyjny, bo będziemy mieć współpracę w zakresie konkretnych artykułów.
Powiem szczerze – udało nam się. Był przetarg, Żabka była najbardziej konkurencyjna. To dla klubu bardzo dobry kontrahent, o pewnej wartości biznesowej. Być może można rozmawiać o pewnej estetyce, ale wciąż dyskutujemy o projekcie, który ma być dostosowany do stadionu. Trzeba pamiętać, że to najem komercyjny, nie stadionu jako takiego, tylko pomieszczeń handlowych.
Chcemy się rozwijać biznesowo. Otwieramy z drugiej strony stadionu parking, na którym również chcemy zarabiać. Mamy w naszym pasażu handlowym dwa sklepy.
Mogę zdradzić, że szukamy miejsca na drugi sklep klubowy. Zależy nam na tym, by znaleźć przestrzeń w okolicach Rynku, by skierować ofertę do turystów. Rozmawiamy na ten temat. Zależy nam na zwiększeniu przychodów.
Frustracja kibiców wynikała raczej z tej estetyki i zielonych barw, które źle wyglądały na waszym stadionie.
Rozumiem, ale to nie będzie tak wyglądało. Góra ma być dostosowana do klubu, barwy będą inne. Powiem z uśmiechem, że przy naszych innych problemach, jak z wyjściem z grupy kapitałowej, czy naszych ostatnich wynikach, to jest oczywiście ważny aspekt ze strony kibica, ale są inne wyzwania, które również są istotne.
Myślę, że warto pomówić o wynikach finansowych klubu. Za raportem Grant Thornton Cracovia zanotowała szósty największy przychód w Ekstraklasie, siódmy jeśli nie uwzględnimy transferów.
Cieszymy się, że przychód jest zwiększany, ale trzeba pamiętać o kosztach. Teraz projektujemy budżet i bardzo chcielibyśmy, żeby nasze przychody oscylowały w okolicach 70 mln zł. Dawno Cracovia takiego wyników nie osiągnęła.
Nie do końca wyszło nam wydzielenia hokeja, w takim rozumieniu, że do dnia dzisiejszego mamy umowy, które płacimy, a następnie są one refakturowane na hokej. Stąd wynik finansowy nie będzie do końca odpowiadał rzeczywistości. W jakimś stopniu chociaż poprzez realizowanie tych dokumentów staramy się pomóc sekcji hokeja.
Mówił pan, że zależy wam na biciu rekordów transferowych, możemy spojrzeć w stronę Ajdina Hasica chociażby, za którego podobno były zapytania. Czy Cracovia ma być klubem sprzedającym czy absolutnym priorytetem jest utrzymanie tej kadry zimą i walka o europejskie puchary?
Chcemy grać przede wszystkim w pucharach, a sprzedaż piłkarzy powinna nastąpić dopiero później. Trzeba pamiętać, że ekspozycja na międzynarodowej arenie ułatwia sprzedaż graczy za większe kwoty. Myślę, że to racjonalne podejście.
Staramy się zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby piłkarze mieli stworzone odpowiednie warunki i żeby awansować do europejskich pucharów w tym sezonie.
Sytuacja zupełnie teoretyczna – ktoś zgłasza się do was zimą i chce wyciągnąć jednego z czołowych zawodników. Na przykład Filipa Stojilkovica, o którym się pisało, że może odejść do Turcji czy Włoch. Godzicie się na taki ruch?
Każda oferta jest do przemyślenia. Po to jest stworzony dział skautingu, byśmy zawsze mieli opcję rezerwową. Jeśli ktoś przychodzi i płaci za danego zawodnika określoną kwotę, to trzeba mieć także na uwadze, że trzeba będzie znaleźć zastępstwo.
Nie jest tak, że całą kwotę chowam do skarbca klubu. Nie możemy tylko sprzedawać. Trzeba to połączyć z grą o najwyższe cele, z tej ścieżki nie schodzimy.

Jaka jest przyszłość Mauro Perkovica? Miałem okazję z nim rozmawiać jakiś czas temu i powiedział wprost, że jego los jest w rękach klubu.
Można powiedzieć, że w jakimś stopniu decyzja została podjęta. Czekamy na kolejne mecze Mauro w tym roku. Niech prezentuje w nich taki poziom jak we wcześniejszych.
Mówiliśmy wcześniej o Filipie Stojilkovicu. Wyobraża pan sobie jego odejście zimą?
Tak samo mogę powiedzieć, że wyobrażam sobie odejście Oskara Wójcika czy Mateusza Klicha. Wszystko zależy od określonego zastępstwa i ofert.
W chwili obecnej sprawą nadrzędną jest powrót do tej formy, którą Filip Stojilkovic czy Ajdin Hasić, a przede wszystkim cała drużyna, prezentowała na początku sezonu.
Czy na przykładzie Gabriela Charpentiera zaryzykowałby pan i drugi raz pozyskał piłkarza kontuzjowanego?
To jest szczególny przypadek. Wiązadła Gabriela zostały wyleczone, ale teraz przedłuża się uraz naderwania mięśnia. Rozmawiałem kilka dni temu z jego agentem i jasno się wypowiedziałem, że oczekujemy tego, że Gabriel jak najszybciej pomoże zespołowi.
Czy popełniliśmy błąd ściągając Gabriela Charpentiera? Nie. To piłkarz o dużej jakości i jestem pewny, że niebawem wróci i pomoże drużynie.
Co pan czuł, gdy widział debiut w reprezentacji Polski Filipa Rózgi? Nie było takiego uczucia żalu, że szkoda, że miał ten zaszczyt jako piłkarz Sturmu Graz, a nie Cracovii?
Napisałem mu SMS z gratulacjami. W pewnych rozwiązaniach jest to zawodnik idealny w zakresie charakteru, podejścia do pracy. Oczywiście, że chciałbym, by na przykład Oskar Wójcik dostał powołanie, ale myślę, że przyjdzie dla niego czas. Wiele zależy od tego, czy cały zespół będzie grał na odpowiednim poziomie.
Selekcjoner Jan Urban jest u nas na praktycznie każdym meczu. Mam możliwość rozmowy z nim. Generalnie to wielka duma, że mamy w kadrach trzech, czterech reprezentantów, ale drugie tyle jest na listach rezerwowych. Dla nich to też wielka szansa do tego, żeby zrobić ten jeszcze jeden krok, by trafić do pierwszej reprezentacji.
Czy szkoda Filipa Rózgi? W jakimś stopniu tak. Powinniśmy go drożej sprzedać i świetnie by było, gdyby został na dłużej w Cracovii. Trzymam jednak za niego kciuki, by grał regularnie w Austrii i był ważnym elementem reprezentacji Polski.
Zarówno Filip Rózga, jak i Oskar Wójcik są wizytówkami waszej Akademii. Jak może wyglądać przyszłość samego Oskara i co zrobić, by sytuacja się nie powtórzyła, a więc by znów nie mówić o zbyt szybkiej sprzedaży zawodnika zagranicę?
Widzę jak bardzo ważny Oskar jest dla drużyny. Dla takich piłkarzy kibice przychodzą na trybuny, to zawodnik, który bierze na swoje barki odpowiedzialność. Oskar nie tylko jest wizytówką naszej Akademii, ale może być także wizytówką całej Cracovii.
Widzę go jako przyszłego obrońcę reprezentacji Polski, ale do tego potrzebny jest czas i dużo pracy.
Wszyscy chyba w klubie już znają tę historię, jak trenera Dawida Kroczka pan nakłaniał, by przyjrzał się Oskarowi.
To prawda, ale już opowiadałem to wiele razy.
Dla mnie osobiście Oskar Wójcik jest pewnym symbolem, bo pamiętam, że gdy tylko przyszedłem do Cracovii, to na jednym ze sparingów Oskar uległ kontuzji i leżał i fizjoterapeuty załamany. Dosyć szybko z tego wyszedł. Był wtedy totalnie skreślony, a teraz jest jednym z naszych filarów i ważniejszych zawodników.
Chciałem porozmawiać jeszcze o oprawach podczas waszych domowych meczów. Nie wiem czy docierały do prezesa sygnały od kibiców w sprawie problemów z oprawami podczas spotkań z Rakowem i Zagłębiem?
Trudna sytuacja. Zacznę od tego, że przy okazji spotkania z Rakowem spędziłem z policją na stadionie bardzo dużo czasu przy tzw. oględzinach. Pierwszy raz z czymś takim się spotkałem. Jako prawnik muszę powiedzieć, że jest to nowa metoda korzystania z przepisów prawnych w sprawie wejścia na stadion.
Podczas spotkania z Zagłębiem sytuacja się powtórzyła, przy czym przez pół godziny nie oglądałem meczu, bo musiałem iść na sektor D i zobaczyć co się stało.
Cała sprawa dotyczy rac, które zostały kibicom odebrane.
Czy nam się podoba, czy nie – race są przestępstwem na stadionach w Polsce. Sęk w tym, że dotąd nigdy nie było takich kontroli, ale są one zgodne z prawem.
Dla mnie najważniejsze jest to, że ostatni mecz z Motorem odbył się już w fantastycznej atmosferze. Kibice dopingowali cały czas, choć oczywiście my ze swojej strony zawiedliśmy jeśli chodzi o wynik.
Jest pan w stanie zagwarantować, że taka sytuacja jak miała miejsce w meczu z Zagłębiem, się nie powtórzy?
Rozmawiałem z kibicami po tym spotkaniu i mogę powtórzyć – gwarancji nigdy nie mogę dać, to było działanie zgodne z prawem ze strony służb.
Aczkolwiek rozumiem perspektywę kibiców i mogę to powiedzieć szczerze, że moim zdaniem powinno się zmienić ustawę dotyczącą bezpieczeństwa imprez masowych. Być może oprawy z udziałem rac w przyszłości powinny być legalne i wtedy osiągniemy pewny kompromis, bo w naszej kulturze kibicowania jest duża grupa kibiców, która utożsamia się z taką formą kibicowania.
Na koniec – brak europejskich pucharów na koniec sezonu będzie równoznaczny z porażką? Pana i klubu?
Prezes bierze odpowiedzialność za wszystko, więc tak. Apeluję do kibiców, żeby wsparcie było jak największe, a po meczu z Lechem Poznań przyjdzie czas ewentualnych rozliczeń.
Chcemy grać o jak najwyższe cele i musimy mieć obsesje wygrywania. Kibice Cracovii 70 lat czekają na sukces. Ja to doskonale rozumiem i zależy mi na tym, żeby spełnić oczekiwania fanów, którzy nam uwierzyli przed sezonem. Mamy jakość, żeby to zrobić.