
Fot. Motor Lublin
W sobotnie popołudnie Śląsk Wrocław zremisował z Motorem Lublin 1:1. Otwierającą bramkę zdobył Arnau Ortiz, kolejny koszmarny błąd popełnił jednak bramkarz gości – Kacper Rosa. Podopieczni Mateusza Stolarskiego prowadzili grę, zdołali wyrównać dopiero w końcówce. W polu karnym najlepiej odnalazł się rezerwowy Mbaye-Jacques Ndiaye. Podział punktów sprawia, że WKS pozostaje na samym dnie tabeli.
Śląsk opierał zagrożenie na szybkich atakach, inicjowanych przez straty podopiecznych Mateusza Stolarskiego. Motor nie po raz pierwszy był podatny na kontrataki, od początku obecnej kampanii gra lublinian opierała się na sporym ryzyku.
W polu karnym odnalazł się Piotr Samiec-Talar, jego uderzenie zostało odbite przez Kacpra Rosę. Chwilę później dobijał Petr Schwarz, tym razem interweniował obrońca. Sporo do roboty miał w dalszym ciągu także Rafał Leszczyński, bramkarz Śląska genialnie obronił mocne uderzenie z powietrza Wolskiego.
WKS ponownie pokazał, że potrafi zaskakiwać wyżej notowane ekipy. Samiec-Talar wyśmienicie dograł do Ortiza, były gracz Girony próbował dograć w pole bramkowe. Piłka zaskoczyła jednak Kacpra Rosę, nieudolna interwencja spowodowała, że WKS wyszedł na prowadzenie. Bramkarz Motoru kolejny raz zawinił przy trafieniu, powinien bezproblemowo wyłapać futbolówkę.
Na trybunach bez przerwy trwało święto, kibice obu ekip wspólnie wspierali aktorów dzisiejszego spotkania. Elementem dopingu były pokazy pirotechniczne, sędzia Marcin Kochanek dwukrotnie przerwał spotkanie. Do przerwy Śląsk prowadził 1:0.
Od początku drugiej części wyklarował się znajomy obraz, Motor długo utrzymywał się przy piłce, próbował niemal wyłącznie ataku pozycyjnego. Gospodarze nacierali niebywale groźnymi kontratakami, widowiskowe dryblingi Ortiza i Assada Al Hamlawiego zachwycały publiczność. Obie ekipy nie potrafiły jednak zagrozić bramce rywala.
Motor Lublin z czasem rozpoczął zdecydowany napór, regularnie robiło się gorąco pod bramką Leszczyńskiego. Mateusz Stolarski ponownie dokonał doskonałych zmian, w zamieszaniu najlepiej odnalazł się Ndiaye. Rezerwowy gości pokonał Rafała Leszczyńskiego, na tablicy mieliśmy 1:1.
Śląsk ruszył po zwycięskie trafienie, tym razem genialnie zrehabilitował się Rosa. Bramkarz obronił świetne uderzenie zza pola karnego Buraka Ince. W końcówce to goście postawili na kontrataki, znaczącą postacią był Ndiaye.
Obie drużyny próbowały zagrozić bramce rywala, na boisku pojawił się także Henrik Udahl. Świetny kontratak zaprzepaścił jeszcze Tudor Baluta. Mecz zakończył się rozczarowującym podziałem punktów.
Motor uzbierał oczekiwane 40 punktów
Styl gry proponowany przez Mateusza Stolarskiego przyniósł wyrównującą bramkę dopiero w końcówce, przez większość meczu utrzymywali się oni przy piłce. Remis we Wrocławiu to z pewnością pozytywny wynik, goście pozostali na wysokiej, ósmej pozycji w ligowej tabeli.
Kolejny wielbłąd przydarzył się Kacprowi Rosie, bramkarz miewa gigantyczne wahania formy. Znalazł się w dwóch tegorocznych najlepszych jedenastkach kolejki, jednocześnie przez jego karygodne błędy Motor stracił sporo punktów. W kocówce zaliczył rehabilitację, genialnie poradził sobie ze strzałem Buraka Ince. Pozytywem z pewnością będzie występ Brighta Ede, 18-latek ponownie zagrał niebywale dojrzale.
Śląsk pozostał na ostatnim miejscu w tabeli, cieszyć może fakt, ze to czwarty mecz z rzędu bez porażki. Remisy nie dadzą jednak utrzymanie w elicie. Aktywny był Arnau Ortiz, hiszpański zawodnik zdobył swoją drugą bramkę w barwach WKS-u. Zakończyła się seria meczów z rzędu z golem Al Hamlawiego.
W następnej serii gier WKS pojedzie do Krakowa, zmierzy się z Cracovią. Motor z kolei podejmie Lecha Poznań, na Arenie Lublin ponownie pojawi się komplet widzów.
ŚLĄSK WROCŁAW – MOTOR LUBLIN 1:1 (1:0)
Ortiz 20’ – Ndiaye 76’