Fot. Cracovia / Jakub Noskowiak
Kacper Śmiglewski tego lata zamienił Cracovię na Puszczę Niepołomice, do której trafił na zasadzie wypożyczenia. Z napastnikiem porozmawialiśmy o kulisach odejścia, długiej kontuzji i o planie na dalszy rozwój. Zapraszamy do wywiadu.
Piotr Rzepecki: Jak wspominasz czasy przed kontuzją, bo z pewnością ten uraz był momentem zwrotnym w twojej karierze?
Kacper Śmiglewski: Był to fantastyczny czas, lubię do niego wracać. Trener Jacek Zieliński dał mi zadebiutować. Czułem się wtedy bardzo dobrze, zarówno na boisku, jak i w szatni, bo koledzy mnie bardzo przyjęli.
Taka akceptacja szatni zawsze buduje. Uważam, że moja pewność siebie procentowała w postaci mojej niezłej gry. Czułem wsparcie od kolegów i od trenera Zielińskiego.
Pamiętam twój fantastyczny występ w Pucharze Polski z Zagłębiem Lubin z początku listopada 2023 roku. Wszedłeś z ławki, strzeliłeś gola, wydawało się, że niebawem będziesz pewniakiem do gry w pierwszym składzie.
Czułem się po tym meczu świetnie. Wydawało mi się, że mogę pójść w następnych meczach po kolejne bramki i zaistnieć na większą skalę. Fajne czasy. Dobrze je wspominam.
Ale niestety przydarzył się uraz…
…który zatrzymał mój rozwój. Na szczęście teraz dobrze się czuję i wracam na swoje tory.
Co czuje piłkarz podczas tak poważnej kontuzji? Jak sobie poradzić w tak trudnym czasie?
Muszę przede wszystkim podziękować mojej rodzinie, od której dostałem bardzo duże wsparcie. Bez nich byłoby to niemożliwe. Przed pierwsze kilka dni po operacji wyręczali mnie ze wszystkim. Nie chciałem ich aż tak angażować, ale potrzebowałem wtedy pomocy i taką dostałem.
Zadawałem sobie takie pytanie na początku: „Dlaczego akurat ja? Dlaczego mi przydarzyła się aż tak groźna kontuzja?”. Dobrze się czułem, strzeliłem bramkę podczas obozu przygotowawczego w Turcji, miałem wsparcie trenera i zespołu. Wszystko szło w odpowiednim kierunku. Czułem się bardzo dobrze, trener mnie chwalił, mówił że wyglądam nieźle i po cichu liczyłem, że to będzie moja runda. Że mogę się pokazać.
A jak sobie z tym radzić? Trzeba być cierpliwym. Mi powrót do zdrowia bardzo ułatwili bliscy i ich pomoc, ale ważne też jest odpowiednie nastawienie mentalne – nie można się załamywać, myśleć w kółko o kontuzji, jakiego się ma pecha. Trzeba realizować plan. Skupić się na rehabilitacji, ja zacząłem już na drugi dzień po operacji.
Taki okres przerwy jest trudny dla głowy. Każdy piłkarz to przyzna – kochamy naszą robotę. Wysiłek fizyczny, pracę z piłką, przebywanie na boisku, w szatni. A nagle czujesz, że tego nie ma. Że ktoś ci to zabrał. Że nie możesz uprawiać tego sportu.
Rehabilitacja szła zgodnie z planem, czy może czułeś, że już wcześniej jesteś gotowy do powrotu na boisku?
Były takie momenty. Już chciałem wchodzić, bo wydawało mi się, że jestem gotowy, ale fizjoterapeuci mówili, że to jeszcze nie jest czas. Musieli mnie hamować i bardzo dobrze, bo realnie oceniali mój aktualny stan. Głowa chce, organizm chce, ale lepiej zwolnić i pójść za radą mądrzejszych.
Masz w głowie wewnętrzną blokadę, że nie zawsze możesz iść na 100%?
Zupełnie nie. Na boisku po kontuzji wróciłem po 9 miesiącach. Doktor powiedział, że mogę wejść do treningu, ale bez kontaktu, bo jest za krótki czas i przeszczep musi się przyjąć.
Ja oczywiście od razu chciałem grać, nie czułem żadnego dyskomfortu, choć oczywiście musiałem uważać. Teraz już jest w porządku. Okres przygotowawczy przepracowałem, spędzałem mnóstwo czasuna siłowni. Obudowałem wszystkie mięśnie i jestem spokojny o kolano.
Cofnijmy się zatem do poprzedniego sezonu. Pierwsza kolejka wiosny z Rakowem Częstochowa, grasz od początku u boku Benjamina Kallmana – usłyszałeś od trenera Dawida Kroczka, że jest taki plan, byś powoli zastępował Bena, o którym było wiadomo, że najprawdopodobniej odejdzie?
Nie otrzymałem takiej informacji. Wydaje mi się, że chodziło bardziej o to, że dobrze prezentowałem się podczas obozu przygotowawczego przed rundą, stąd trener na mnie postawił. Dobrze wyglądałem, dostałem szansę, uważam, że na nią zapracowałem.
Nie było żadnych sygnałów, że mogę zastąpić Bena. Co do samego meczu z Rakowem Częstochowa, to o mojej obecności w pierwszym składzie dowiedziałem się w tygodniu meczowym.

Jak ocenisz poprzednią rundę w swoim wykonaniu? Zagrałeś 9 meczów, ale najczęściej wchodziłeś z ławki. Czasami tylko na kilka minut.
Uważam, że to było po części dobre, bo dostałem szanse by adoptować się w cyklu meczowych. Bardzo mi tego brakowało.
Z drugiej strony – mam wrażenie, że brakowało mi minut i takie granie 5-10 minut to bardzo mało. Oceniam jednak tamto pół roku jako wprowadzenie – chociażby samego kolana w obciążenia meczowe, natomiast gra przez kilka, kilkanaście minut od tak długiej przerwy jest rozwijająca.
Po zakończeniu sezonu jaki był na ciebie plan? Mogłeś zostać w Cracovii czy od początku pojawił się pomysł, by odejść na wypożyczenie?
Zacznę od tego, że pewne było to, że Benjamin Kallman odejdzie z klubu. Przeszło mi przez myśl, że mogę wskoczyć w jego buty.
Toczyliśmy jednak rozmowy z menadżerem i dyrektorem Jarosławem Gambalem i Filipem Trubalskim, ale klub pozyskał Filipa Stojilkovica. Po długich rozmowach stwierdziliśmy, że jeśli mam najbliższe miesiące przesiedzieć na ławce, to lepiej żebym grał regularnie. Potrzebowałem tego. Wiedziałe, że nie jestem tym samym piłkarzem, co przed urazem. Stwierdziłem, że to czas, by odejść na wypożyczenie. To było najlepsze rozwiązanie dla mnie, i dla Cracovii.
Mogłeś zostać w Cracovii jeszcze kilka tygodni, do – powiedzmy – końca lata i powalczył o skład ze Stojilkovicem? I na przykład później odszedłbyś na wypożyczenie, jeśli już nie byłoby żadnych perspektyw na regularną grę?
Zależało mi przede wszystkim na tym, by pokazać się nowemu trenerowi. Chciałem usłyszeć od niego, co o mnie myśli i czy mam szansę na grę u niego. Oczywiście znał moją sytuację, wiedział, że byłem po poważnej kontuzji.
Zostałem jeszcze w Cracovii, bo chciałem popracować z trenerem Luką Elsnerem i ten okres uważam za bardzo dobry i umiejętnie wykorzystany. Zdołał mnie rozwinąć, nawet pracując stosunkowo krótko.
Generalnie cały ten okres przygotowawczy w Cracovii potraktowałem poważnie, by polepszyć moje mankamenty. Miałem treningi indywidualne, już nie z samym trenerem Elsnerem, ale otrzymywałem konkretne instrukcje i bardzo podobało mi się takie podejście.
Jakie masz zdanie o trenerze Elsnerze? Gdzie nie przyłożyć ucha, to wszyscy mówią, że to szkoleniowiec z zachodniego świata.
Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to intensywność. Zajęcia były bardzo wymagające.
Po przepracowaniu dwóch pierwszych tygodni w Rącznej, a później po okresie przygotowawczym w Warce, byłem tak zmęczony, że aż musiałem pójść do trenera i poprosić o dzień wolnego. Czułem, że nie jestem w stanie dać z siebie tyle, co bym chciał i co mogę. Że mnie blokują nogi.
Jakie największe różnice dostrzegłeś w samym modelu gry, porównując trenera Elsnera z trenem Kroczkiem czy Zielińskim?
Operowanie piłką i szybkość w podejmowaniu działań. To jest widoczne na zachodzie i wszyscy w grupie byli zgodni, że trener przyszedł z taką myślą, żeby naszą grę przyspieszyć i sprawić, by Cracovia grała mocniej i intensywniej.
Wracając do wypożyczenia – Puszcza to był pomysł Cracovii czy twojego otoczenia? I czy miałeś inne oferty?
Kilka ofert rzeczywiście było, ale skupiałem się na swojej robocie. Tę część pracy pozostawiłem menadżerowi. Prosiłem tylko, by informował mnie, jeśli pojawi się coś pewnego. Nie chciałem sobie zaprzątać głowy plotkami czy ofertami, które nie były do końca pewne. To działo się podczas obozu i w pełni poświęcałem się pracy.
Sam pomysł trenera Tomasza Tułacza i wizja gry fizycznej, czasami bardzo twardej tobie odpowiada i czy wiedziałeś o tym przed odejściem na wypożyczenie?
Zacznę od tego, że każdy sposób grania bardzo może rozwinąć. O tym myślałem, poza oczywiście regularną grą. Dużo oczywiście zależy od samego meczu, bo spotkania są różne, trzeba odpowiednio się zaadoptować do warunków. Już po sobie widzę pewne różnice w swoich zachowaniach boiskowych po kilku meczach w Puszczy.
Jestem w stanie dostrzec elementy, które mogę jeszcze poprawić. Przez regularną grę i ciężką pracą na treningu jestem w stanie zrobić progres.
O których elementach konkretnie mówisz?
O pracy w górze, walcząc o piłkę z obrońcami rywalami. Zastawiając się plecami do bramki przeciwnika, czy szukając wolnej przestrzeni. Jest tego sporo, ale umożliwia to trening i zaufanie, które otrzymuje od trenera Tułacza, grając regularnie w zespole Puszczy.
Jak oglądałem mecze Cracovii, bo oczywiście śledzę grę zespołu, i widzę zachowania Filipa czy innych zawodników, to uważam, że moja gry wygląda podobnie, jeśli chodzi właśnie o te elementy – zastawienie się z rywalem na plecach czy praca w powietrzu. Także w Puszczy gram bardzo podobnie, nie uważam, że to jest inny sposób grania. To futbol oparty na silnej „dziewiątce”.
Cracovia na bieżąco ciebie monitoruje? Otrzymujesz raporty dotyczące swojej gry?
Od razu podczas dopinania spraw wypożyczenia ustaliliśmy, że będę na bieżąco monitorowany i sprawdzany przez Cracovię. Nie ma co oszukiwać – Niepołomice są bardzo blisko Krakowa, mam też sygnały, że jeśli jest to możliwe, to ktoś będzie mnie oglądał z trybun.
Po spotkaniu z Wieczystą Kraków (0:1 – red.) otrzymałem analizę z pierwszych meczów i co kilka spotkań będę dostawał instrukcje, co robię dobrze i co jest do poprawy. Cały czas jestem w kontakcie z dyrektorem czy członkami sztabu.
Z trenerem Elsnerem też macie kontakt na bieżąco?
Ostatnio po meczu z Widzewem Łódź (1:0 – red.) rozmawiałem chwilę z trenerem, bo przyjechałem na Cracovię kibicować chłopakom. Mówił, że mnie obserwuje i muszę przyznać, że opieka ze strony klubu jest bardzo dobra.
Zawsze starasz się oglądać mecze Cracovii z trybun?
W miarę możliwości. Nie zawsze oczywiście się da, bo na przykład z Puszczą mamy spotkanie wyjazdowe. Jeśli jednak mamy mecz domowy i mogę przyjechać, to jestem. Zależy mi na tym, żeby wspierać chłopaków, chcę dla nich i dla klubu jak najlepiej.
Nie masz takie uczucia zazdrości? Na zasadzie, że jest tyle zmian w Cracovii, na poziomie właścicielskim, kilka niesamowitych transferów, jak choćby przyjście Mateusza Klicha, a ty – oczywiście jesteś częścią Cracovii, natomiast przyglądasz się temu trochę z zewnątrz?
Kiedy odchodziłem do Puszczy na wypożyczenie, to przychodziło mi tylko z wielką trudnością. Nie chciałem odchodzić. Chciałem zostać i się rozwijać. Ale nie było takiej możliwości, a mi zależało na tym, żeby stawiać kolejne kroki i zbierać doświadczenie. Każdy doradzał mi wypożyczenie, że warto bym poszedł i się odbudował, że wrócę za rok i będzie lepiej, niż było.
Oczywiście, że super byłoby być teraz w szatni w Cracovii. Chciałbym być tego częścią i obserwować to wszystko od środka, ale musiałem swój rozwój postawić na pierwszym miejscu i udałem się na wypożyczenie, co było dla mnie bardzo trudną decyzją.
Byłem w tym sezonie na kilku meczach Puszczy i widziałem m.in. Oskara Wójcika. Czyli to wsparcie działa w dwie strony.
Tak! Był Oskar, był Michał Rakoczy, trener Dariusz Ząbek. Czułem ich wsparcie.
Jakie są twoje indywidualne plany na ten sezon, poza oczywiście regularną grą?
W pierwszej kolejności zależy mi na regularnej grze. Jeśli chodzi o liczby, to nie mam żadnego konkretnego celu. Chcę pomóc drużynie swoją grą, bramkami, asystami. Oczywiście dobrze byłoby wrócić za sezon do Cracovii z jakimś dorobkiem, bo my jako napastnicy jesteśmy rozliczani z bramek.
Przed sezonem myślałem sobie, nie znając do końca pierwszej ligi, o satysfakcjonującej mnie liczbie goli. Ale nie chcę zapeszać. Powiedzmy, że jakaś poprzeczka została wyznaczona i po sezonie powiem, w ilu procentach plan został zrealizowany.
W takim razie po zakończeniu sezonu umawiamy się na kolejny wywiad.
Jesteśmy umówieni!
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
1 komentarz on “Śmiglewski: Nie chciałem odchodzić z Cracovii, ale musiałem postawić swój rozwój na pierwszym miejscu [WYWIAD]”