Fot. Widzew Łódź / Wojciech Czarnociński
Widzew Łódź przegrał w minionej kolejce ligowej z Rakowem Częstochowa 0:1, notując już szóstą porażkę w tym sezonie. Podopieczni Patryka Czubaka znów rozczarowali i pytanie jest jedno – czy zarząd Widzewa ma pomysł jak wyjść z kryzysu i jak wreszcie zacząć grać na miarę oczekiwań?
Ofensywa transferowa
Warto zacząć od lata, bowiem to właśnie przed obecnym sezonem wszystko co dobre się zaczęło. Z pewnością kibice z wielką chęcią wróciliby teraz do tego okresu, kiedy Widzew ogłaszał to kolejnych zawodników sprowadzonych do zespołu, a drużyna wtedy jeszcze prowadzona przez Zejlko Sopica nabierała jakości z każdym tygodniem.
Do czasu ligi, bowiem wraz z początkiem sezonu czar prysł, a prym wiedli gracze, którzy w zespole już byli, jak Juljan Shehu czy Fran Alvarez. Większość transferów póki co się nie obroniła, choć oczywiście należy dać czas nowym piłkarzom, ale można na przykład skonfrontować skalę zmian Widzewa do rewolucji w Jagiellonii Białystok. Trzeci zespół poprzedniego sezonu również dokonał wielu zmian, klub opuściło kilku znaczących graczy, a „Jaga” potrafi grać piłkę skuteczną i efektowną. Widzew z kolei dołuje, a nowi zawodnicy nie przekonują.
Najwięcej mówi się o Mariuszu Fornalczyku, za którego Widzew wyłożył aż 1,5 mln euro. Tymczasem były skrzydłowy Korony Kielce wciąż czeka na pierwsze liczby. Jego aktualny bilans to 11 spotkań w nowych barwach i zero bramek oraz zero asyst. Podobnie z Samuelem Akere, który co prawda strzelił bramkę w meczu z Arką Gdynia, natomiast miał w założeniu ciągnąć grę łodzian, a jest jednym z wielu rozczarowań – potrafi bardzo dużo, ale nie eksponuje tego w meczu i nie daje „konkretów”.
I tak można wymieniać i wymieniać, a bilans transferowy mówi jedno – Widzew tego lata dokonał zakupów za ponad 7 mln euro. To drugi wynik wśród ekstraklasowiczów po Rakowie Częstochowa.
Zmiana na stanowisku trenera
Bez dwóch zdań wizja budowy silnego Widzewa trochę się rozmywa przez chaos i dezorganizację w środku. Chodzi o szereg błędów komunikacyjnych, jak chociażby słynne już greckie wesele jednego z członków zarządu, na które wybrał się Patryk Czubak. Kibice Widzewa zaczęli zarzucać klubowi brak profesjonalizmu i odpowiedniego podejścia do przygotowań podczas wrześniowej przerwy na kadrę.
Ostatecznie Patryk Czubak wygrał w bardzo ważnym meczu z Arką Gdynia 2:0, co niewątpliwie uspokoiło trochę sytuację w Łodzi. Potem jednak nastały dwie porażki – z Górnikiem (2:3) i Rakowem (0:1). I tutaj już trenera Czubaka raczej nie można wybronić.
Wydawało się, że Czubak będzie trenerem, który się sprawdzi i który będzie miał tę łatwość jako szkoleniowiec znający struktury. W końcu pracował jako asystent Zejlko Sopica, a przed zatrudnieniem Chorwata miał okazję prowadzić RTS w trzech spotkaniach jako trener tymczasowy. Jednak gra jego drużyny totalnie nie przekonuje, to piłka mocno skupiona na indywidualnościach, zawodnikach ofensywnych, którzy w teorii mają robić różnicę. W teorii.
Szerszy obraz jest jednak jeszcze bardziej niepokojący, bo Widzew jest najgorszym zespołem w Ekstraklasie w całym 2025 roku. Nie ma ekipy słabszej od RTS-u, biorąc pod uwagę ten okres (wiosna poprzedniego sezonu i obecna jesień). Tego także nie da się wybronić…
Gra bez pomysłu
Starcie z Rakowem, podobnie zresztą jak konfrontacja w Zabrzu z Górnikiem, wyeksponowała również szereg błędów z tyłu. Widzew nie tylko ma problem z kreowaniem i egzekucją, ale też w bronieniu. Z pewnością przyczyn jest kilka, jak częste zmiany na pozycji bramkarza (Vejlko Ilić jest trzecim golkiperem, który zagrał w Widzewie w tym sezonie), poza tym brakuje lidera w formacji obronnej. Wydawało się, że kimś takim będzie Mateusz Żyro, który związał się z klubem nowym kontraktem.
Tymczasem brakuje wielu rzeczy – jasnego planu co dalej. Konkretnego pomysłu i taktyki, która sprawi, że Widzew zacznie punktować, a kibice dostrzegą promyki nadziei w kontekście gry o wyższe cele. Bo Widzew z tak jakościową kadrą i po rekordowym oknie nie może walczyć o 10. miejsce w stawce. A obecnie właśnie na to się zanosi.