Fot. Widzew Łódź
Lukas Lerager jest jednym z zawodników, który trafił tej zimy do Widzewa Łódź. Wydawało by się, że kadra budowana za grube miliony pociągnie drużynę do góry i RTS powalczy nawet o puchary. Rzeczywistość jest jednak inna – drużyna z Serca Łodzi zajmuje 17. miejsce w stawce i bije się o utrzymanie. Lukas Lerager w rozmowie z naszym portalem opowiada o swoich początkach, presji, którą spotkał w Łodzi oraz o wnioskach dotyczących Ekstraklasy.
Piotr Rzepecki: Jaka jest największa różnica między Ekstraklasą a duńską ligą?
Lukas Lerager: W Polsce gra się trochę defensywniej, gra jest bardziej zamknięta, choć oczywiście są zespoły, które preferują bardzo otwarty futbol. Ekstraklasa jest jednak zdecydowanie bardziej fizyczna niż w Danii, w środku pola toczy się wiele pojedynków, co w Danii nie jest normą.
Nie pytam, która liga jest lepsza, bo to pewnie trudne do oceny.
Poziom jest bardzo zbliżony.
Jak się czujesz po kilku miesiącach w Polsce?
Bardzo dobrze. Przyjechaliśmy do Polski w grudniu na kilka dni żeby się rozejrzeć, zobaczyć co i jak przed podpisaniem kontraktu z Widzewem Łódź. W poszukiwaniu domu i w najważniejszych sprawach na miejscu pomógł nam klub, za co jestem bardzo wdzięczny. Udało nam się znaleźć bardzo ładny dom w miłej okolicy. Nie mogę narzekać.
W Kopenhadze spędziłeś ostatnie sześć lat. Wydawało się, że zapuścisz tam korzenie i zostaniesz do końca kariery, a tu nagle taka zmiana. Jak na przenosiny do Widzewa zareagowała twoja rodzina?
W życiu piłkarza najgorsze są przeprowadzki, częste zmiany. Zwłaszcza jest to uciążliwe dla rodziny, która musi się dostosować do kariery zawodnika. W moim przypadku jest łatwiej, bo moja rodzina jest bardzo wyrozumiała i mnie wspiera. Syn niebawem zacznie uczęszczać do międzynarodowej szkoły w Polsce, żona zajmuje się naszą córeczką. Polska bardzo nam się spodobała. Ludzie, kultura, jest bezpiecznie.
Co sądzisz o Polakach?
Podoba mi się wasza mentalność. Polacy to ciężko pracujący, są bardzo pomocni i przyjaźni. Żyją piłką, widać jak kochają piłkę nożną. Zwłaszcza w Łodzi, wszyscy szaleją na punkcie Widzewa Łódź. Odczułem to od samego początku odkąd tu jestem. Mnóstwo kibiców przychodzi na nasze treningi, nie mówiąc o tym jaka jest atmosfera na naszym stadionie!
Gdy dołączyłeś do Widzewa, przeszło ci przez myśl, że będziecie walczyli o utrzymanie?
Od początku podkreślałem, że przyszedłem do Widzewa, bo skusił mnie projekt, pomysł na budowę mocnego zespołu z bardzo jakościowymi piłkarzami. Pan Robert Dobrzycki inwestuje bardzo dużo w drużynę, infrastrukturę, zależy mu na dobrym wyniku i by Widzew stał się największym klubem w Polsce. Wiem, że sytuacja teraz jest trudna. Walczymy o przetrwanie, ale robimy wszystko co w naszej mocy.
Jaka jest twoja diagnoza tak dramatycznego początku rundy wiosennej? To jest niewiarygodne, że z takim składem zajmujecie 17. miejsce.
W piłce nie wystarczy, że zrobisz kilka głośnych transferów, wydasz mnóstwo pieniędzy. Bardzo ważne jest zgranie, wypracowanie schematów, zrozumienie na boisku. Często słyszę od kibiców, że jak możemy z takim składem grać o utrzymanie – ciężko zbudować drużynę w kilka tygodni, my wypracowujemy porozumienie na boisku. Codziennie się poznajemy, uczymy się. Pewnie sam widzisz jak w ostatnich tygodniach się podnieśliśmy. Ja bardzo wierzę w nasz zespół.
W piłce chodzi o budowanie relacji. To jest najważniejsze. Wiele zespołów ma problemy, kryzysy. To jest mój pierwszy sezon w Ekstraklasie, ale wszyscy widzą jak w tym sezonie jest szalona liga. W tabeli jest bardzo ciasno, mam wrażenie, że pół ligi jest w grze o mistrzostwo, a pół walczy o utrzymanie.
Co myślisz, kiedy widzisz prognozy, że macie około 50% szans na spadek?
Mamy mentalność, by wygrać każdy mecz do końca sezonu. Damy z siebie wszystko, by to zrobić dla nas, dla naszych kibiców. Prognozy są ciekawe dla kibiców czy dziennikarzy, bo można podyskutować, spekulować, ale najważniejsze jest to, jak my piłkarze zaprezentujemy się na boisku. Wszystko jest w naszych nogach.
Miałeś może takie myśli, że nie potrzebnie ruszałem się z Danii. Że w Kopenhadze życie było prostsze?
W ogóle! (śmiech) Nie jestem takim gościem – kiedy podjąłem decyzję o przenosinach do Widzewa, zobaczyłem klub i poznałem ludzi, którzy tu pracują, wiedziałem, że to będzie odpowiedni krok. W ogóle nie żałuję zmiany.
A jak sobie radzisz z presją w Widzewie?
Cieszę się, bo presja mnie napędza. W Kopenhadze też nie było łatwo, kibice potrafili być bardzo wymagający. Myślę, że każdy piłkarz trenuje i gra po to, by zagrać na pełnym stadionie, w otoczeniu fanów. Presja jest częścią piłki, dlatego tak bardzo ważny jest mental w naszym zawodzie.
Rozumiem, że zimą nie tylko z Łodzi dzwonił telefon?
Miałem kilka ofert z innych miejsc. Podjęliśmy decyzję wspólnie z żoną, przejrzeliśmy wszystkie „za” i „przeciw” i uważam, że nie mogłem wybrać lepiej.
Można chyba powiedzieć, że masz szczęście, że Widzew pozyskał Emila Kornviga. W dwójkę chyba raźniej wchodzić do nowej szatni.
Zdecydowanie jest łatwiej, jeśli masz u swojego boku kogoś, z kim naturalnie łatwiej się porozumiewasz, bo mówicie w tym samym języku. To jest to, o czym mówiłem wcześniej – nie zbudujesz mocnego zespołu bez odpowiednich relacji, komunikacji. Drużyna to jeden organizm, każdy ma iść w ogień za drugiego.
Emil to bardzo jakościowy zawodnik. Widać to po tym, jak szybko wkomponował się w drużynę.

Kto twoim zdaniem ma w Widzewie szansę na zrobienie największej kariery?
Wskazałbym na Mariusza Fornalczyka. Ma bardzo duży potencjał, ale uważam, że musi złapać pewność siebie. Czasami brakuje mu tego na boisku. Wynika to z presji, co jest naturalne w Widzewie Łódź, bo nasi kibice są wspaniali, ale bardzo wymagający.
Chyba największym problemem u niego jest to, że brakuje mu gola. Wciąż czeka na premierowe trafienie w Widzewie.
To na pewno. Piłkarze ofensywni są z tego rozliczani i muszą być regularni, zwracają na to uwagę trenerzy, kibice. Jeśli jednak pytasz mnie o największy potencjał i talent, to uważam, że to Mariusz, który może zajść naprawdę wysoko.
Gdy trafiałeś do Widzewa, nie bałeś się mówić, że byłeś liderem w poprzednim zespole i chcesz być nim tutaj. Jak wygląda twoja rola w drużynie po kilku tygodniach?
Nie jestem piłkarzem, który krzyczy w szatni. Nie mam czegoś takiego, że próbuję naśladować trenera. Służę pomocą młodszym i mniej doświadczonym zawodnikom, ale nigdy nie chcę na siłę kogoś naprawiać i dawać wskazówki, jeśli ktoś tego nie chce lub nie potrzebuje. Na szczęście w Widzewie mamy nie tylko bardzo jakościowych zawodników, ale i bardzo świadomych.
Czy Lukas Lerager to obecnie najlepszy środkowy pomocnik w Ekstraklasie?
Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Teraz powoli będę wracał po kontuzji, ale myślę, że jeśli dojdę do optymalnej dyspozycji, na boisku złapię pewność siebie, to każdy będzie mógł wyrobić sobie zdanie. Piłka to nie jest sport indywidualny. Dla mnie liczy się teraz jedno – zagrać z Widzewem w Ekstraklasie w kolejnym sezonie.