Fot. Motor Lublin
Polska liga rośnie w siłę: pełne trybuny, coraz większe pieniądze, głośne transfery i śmiała gra polskich klubów w europejskich pucharach. Jest jednak element, który niezmiennie ciągnie nasz futbol w dół. Mowa o sędziowaniu. Wydarzenia z 10. kolejki Ekstraklasy przelały czarę goryczy – skandale, brak reakcji VAR-u i fatalne pomyłki wypaczające wyniki meczów sprawiły, że musimy postawić sprawę jasno: polskie sędziowanie toczy potężny kryzys.
Nie chodzi o wyliczanie krzywd z całego sezonu, lecz o chłodne spojrzenie na jeden tylko weekend, który stał się absolutnym symbolem bezradności polskich arbitrów.
Kraków: Marciniak ulega presji wozu
W meczu Cracovii z Zagłębiem Lubin gospodarze wygrali po dwóch rzutach karnych. O ile pierwsza jedenastka nie budziła wątpliwości, o tyle druga to decyzja wyciągnięta z kapelusza.
Prowadzący spotkanie Tomasz Marciniak początkowo podjął doskonałą decyzję – piłka trafiła w rękę Kamila Ławniczaka, jednak obrońca miał ją blisko ciała i nie miał szans na reakcję. Arbiter nakazał kontynuować grę. Niestety, do głosu doszedł wóz VAR (Marcin Kochanek i Karol Arys), który wezwał sędziego do monitora. Zamiast obronić swoją prawidłową ocenę, sędzia zmienił dobrą decyzję na błędną. Efekt? Zagłębie straciło bramkę, a mecz zupełnie zmienił oblicze.
Gliwice: Ewidentny stempel bez kary
Niedzielne starcie Piasta z Widzewem Łódź przy stanie 1:1 przyniosło kolejną rażącą pomyłkę. W polu karnym gospodarzy Miguel Nóbrega bezpardonowo sfaulował Juliana Shehu, wyraźnie stemplując nogę pomocnika Widzewa.
Na boisku sędziował Jarosław Przybył, a w wozie VAR zasiadali Piotr Urban i Bartosz Heinig. Ani arbiter główny, ani powtórki telewizyjne nie przyniosły sprawiedliwości. Widzew został pozbawiony ewidentnego rzutu karnego, który mógł dać łodzianom komplet punktów i cenne miejsce w czołówce tabeli.
Białystok: Anty-popis w meczu na szczycie
Spotkanie Jagiellonii z rewelacyjnym Górnikiem Zabrze miało być świętem piłki, a stało się areną sędziowskiego sabotażu. Wojciech Myć wraz z zespołem VAR (Paweł Malec i Paulina Baranowska) popełnili błędy, które trudno racjonalnie wytłumaczyć:
- Brak karnego na Imazie: Rafał Janicki wyraźnie sfaulował Jesusa Imaza w polu karnym. Co najbardziej uderzające – sam obrońca Górnika w przerwie meczu przed kamerami otwarcie przyznał, że faulował i był pewny podyktowania jedenastki. Sędziowie jednak niczego nie zauważyli.
- Anulowany gol na 2:2: Po walce w środku pola Darko Čurlinova z Dominikiem Holecem (gdzie rywal sprytnie włożył nogę i wymusił kontakt), arbiter po interwencji VAR dopatrzył się rzekomego przewinienia i anulował prawidłowo zdobytą bramkę Imaza.
- Złapanie podania przez bramkarza: Kuriozalna sytuacja z podaniem do bramkarza gości, który bezkarnie złapał piłkę w ręce, dopełniła obrazu chaosu.
Ironią losu pozostaje fakt, że za wozem VAR siedział Paweł Malec – arbiter regularnie szkolący i edukujący młode pokolenie polskich sędziów.
Warszawa: Lawina pomyłek przy Łazienkowskiej
Kulminacja weekendu nastąpiła przy Łazienkowskiej w starciu Legii z Wisłą. Spotkanie rozpoczęło się od ewidentnego faulu Bartosza Kapustki w polu karnym na Juliusie Ertlthalerze. Gwizdek Damiana Sylwestrzaka milczał, a VAR po raz kolejny nie zareagował.
To nie był koniec. Chwilę później sędzia asystent popełnił prosty błąd, przyznając Legii aut po wybiciu piłki przez Kacpra Dudę. Z tego autu piłkę wprowadził Rafał Augustyniak, wykonując rzut nieprawidłowo (z oderwaną nogą od murawy). Chwilę później padła bramka dla Legii na 1:0. Trzy błędy w zaledwie kilka minut bezpośrednio ustawiły przebieg meczu.
Brak konsekwencji to największy rak sędziowania
Trener za serię porażek traci posadę, piłkarz za słabą dyspozycję ląduje na trybunach, a dziennikarz traci wiarygodność. Tymczasem polscy arbitrzy po wypaczeniu wyników spotkań w najgorszym razie dostają „karną” delegację na jeden mecz I ligi, by po chwili znów biegać po boiskach Ekstraklasy.
Czy nadszedł czas na radykalne kroki?
- Odwaga w stawianiu na sędziów bez głośnych nazwisk – sprawdzenie w Ekstraklasie arbitrów z I i II ligi, którzy nie mają układów ani ugruntowanej pozycji, a mogą wnieść świeżość i skrupulatność.
- Czasowa wymiana międzynarodowa – zaproszenie arbitrów z czołowych lig zachodnich lub powrót do udanych epizodów z sędziami z Japonii, którzy pokazywali, jak prowadzić mecze bez skandali i zbędnego gwiazdorzenia.
Ekstraklasa rozwija się sportowo i organizacyjnie. Czas, aby poziom sędziowania wreszcie przestał być powodem do wstydu.
Napisano przy pomocy AI.