Fot. Łączy Nas Piłka
Wygrana z grającą w osłabieniu Rumunią na PGE Narodowym miała być momentem oddechu i dowodem na to, że kadra pod wodzą Jana Urbana zmierza we właściwym kierunku. Wystarczył jednak wyjazd do Zenicy, by ten optymizm pękł jak mydlana bańka. Porażka 0:1 z przeciętną w europejskiej skali Bośnią i Hercegowiną nie tylko brutalnie obnażyła bezradność Biało-Czerwonych, ale też postawiła reprezentację Polski pod ścianą w kontekście losowania eliminacji do Euro 2028.
Cztery mecze, cztery punkty i brak tożsamości
Bilans wrześniowo-październikowego maratonu Ligi Narodów jest bezlitosny: cztery spotkania, cztery punkty i bilans bramkowy sztucznie podbity jednym efektownym meczem. W starciu z Bośniakami znowu zobaczyliśmy zespół całkowicie uzależniony od indywidualnych zrywów liderów. Kiedy pod formą jest Piotr Zieliński, a Nikola Zalewski nie stworzy czegoś z niczego, w polskiej drużynie gaśnie światło. Reprezentacja Polski nie ma wypracowanych schematów w ataku pozycyjnym, a gra w defensywie wciąż generuje te same błędy, których symbolem stała się kolejna sprokurowana „jedenastka”.
Grzechy główne selekcjonera
Najwięcej pytań po tym zgrupowaniu budzą decyzje personalne i taktyczne Jana Urbana. Selekcjoner sam pozbawił się pola manewru. Po kontuzjach w formacji ofensywnej nie zdecydował się na dowołanie klasycznego snajpera, przez co końcówkę meczu, w którym musieliśmy gonić wynik, graliśmy bez nominalnej „dziewiątki”. Trudno też zrozumieć uparte przestawianie Karola Świderskiego na skrzydło czy brak zaufania do młodych zawodników – Wojciech Mońka spędził zgrupowanie na trybunach, by chwilę później z marszu ratować kadrę młodzieżową. Do tego dochodzi chaos w defensywie: ciągłe żonglowanie ustawieniem i bezgraniczne zaufanie do piłkarzy, którzy zawodzą w narodowych barwach, niezależnie od formy klubowej.
Cena przeciętności: 3. koszyk
Trzecia lokata w grupie dywizji B oznacza nie tylko brak walki o awans do elity, ale przede wszystkim realne widmo lądowania w trzecim koszyku podczas losowania grup eliminacyjnych Euro 2028. To z kolei gwarancja wylosowania dwóch europejskich potęg i skomplikowanie drogi na turniej na własne życzenie.
Po roku pracy Jana Urbana z reprezentacją trudno wskazać fundament, na którym można budować optymizm. Choć pochopne decyzje przed listopadowymi meczami z Rumunią i Szwecją nie byłyby wskazane, kredyt zaufania kibiców i ekspertów wyczerpał się niemal całkowicie. Listopad będzie dla tego sztabu walką o przetrwanie.
Napisano przy pomocy AI.